Tomasz Wrona
Szef kuchni
Pisze menu w poniedziałki, po telefonach od rolników. Nie lubi sosów, które przykrywają smak.
Zaczęło się od pieca, który ważył dwie tony i nie mieścił się w drzwiach. Dziś wokół niego stoi dwanaście stolików.

Tomasz przez osiem lat gotował w restauracjach w Kopenhadze i Lyonie. Wrócił do Krakowa z jednym pomysłem: kuchnia bez gazu, w której wszystko powstaje na drewnie i żarze.
Piec murowaliśmy przez trzy miesiące. Do dziś palimy w nim dębem z Puszczy Niepołomickiej, a temperaturę sprawdzamy dłonią, nie termometrem.
Pop-up w podwórku na Kazimierzu. Jeden ruszt, trzy dania i kolejka do bramy.
Własny lokal przy ulicy Józefa i murowany piec opalany drewnem.
Pierwsza kolacja degustacyjna. Od tej pory w każdy piątek i sobotę.
Sala prywatna dla 24 osób i własna kombucha z owoców od naszych dostawców.
Chleb, podpłomyki i ryby, które pieką się w niecałe dwie minuty.
Ruszt na mięsa i warzywa. Tu powstaje chrupiąca skórka i dymny aromat.
Buraki, ziemniaki i żeberka, które dochodzą całą noc w gasnącym piecu.
Szef kuchni
Pisze menu w poniedziałki, po telefonach od rolników. Nie lubi sosów, które przykrywają smak.
Desery i piekarnia
Wstaje o piątej, żeby chleb był gotowy na otwarcie. Odpowiada też za lody z palonego siana.
Sala i wino
Dobiera wino do kolacji degustacyjnej. Zna z imienia każdego winiarza z karty.
Warzywa korzeniowe, zioła, jadalne kwiaty.
Białe wina, cydr i sok jabłkowy.
Sery kozie i owcze, masło do pieczenia.
Pstrąg i karp, łowione w dniu dostawy.
Grzyby, dziczyzna i drewno dębowe do pieca.